Wpisz interesującą Cię frazę:
Szukaj


Mówią o nas

Gdyby ktoś zapytał mnie, co wydarzyło się ważnego w moim życiu, kiedy miałem 18 lat, odpowiedziałbym bez chwili namysłu, że poznałem osobiście zespół STARE DZWONY.

I może to brzmieć dziwnie ale właśnie to spotkanie, a było to już 27 lat temu, zmieniło a może ukierunkowało moje życie.

Wtedy to Marek Szurawski znany również jako Ojciec Protoplasta Ruchu Szantowego w Polsce, Jurek Porębski znany również jako Ojciec Protoplasta Polskiej Pieśni Rybackiej,

Janusz Sikorski znany również jako Ojciec Protoplasta Bluesa Morskiego i Rysiek Muzaj znany również jako Ojciec Protoplasta Ballad Żeglarskich wcielili się w rolę MOICH nauczycieli kultury morskiej a i pewnie życia w ogóle.

Trzeba Wam wiedzieć, że w panteonie Gwiazd Współczesnej Muzyki Żeglarskiej wtedy byli i są bez wątpienia niedoścignieni a przez to WYJĄTKOWI. Spotkanie na swojej drodze Takich Nauczycieli to myślę wspaniały dar od losu. To przecież Oni sprawili, że w Polsce w krótkim czasie powstało kilkadziesiąt grup szantowych i folkowych co spowodowało w konsekwencji powstanie rynku folkowego w Polsce.
Po latach kiedy odszedł na Wieczną Wachtę Janusz Sikorski w zespole zastąpił jego fizyczną nieobecność Andrzej Korycki i myślę, że pewnie sam Janusz gdzieś tam na Niebieskich Rejach ( jak mawia Andrzej ) cieszy się z tak znakomitego nowego Dzwońca.

Grali i pewnie będą grać swoją muzę we wszystkich ważnych miejscach Błękitnej Planety ciesząc Żeglarską Załogę.

I tak bezspornie mogę stwierdzić że doczekaliśmy się w Polsce legendarnej już i najbardziej utytułowanej, dzięki wszechstronności jej członków, kapeli Stare Dzwony.

Stare Dzwony dziś to również jedna z czołowych grup szantowych na świecie a dla mnie … to grupa wspaniałych przyjaciół bez których moje życie byłoby z pewnością inne.

Andrzej Grzela "QNIA" Ryczące Dwudziestki


Dla mnie Stare Dzwony to przede wszystkim indywidualności. Razem znam Was niewiele (poza sceną oczywiście), ale każdego z osobna miałem już okazję poznać w różnych sytuacjach.
Janusz: - jego znałem najmniej, bo odszedł, zanim zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Imponuje mi swoją muzyczną myślą i niezwykle inteligentnymi tekstami piosenek. Wiele z nich śpiewam ze swoimi uczniami, choć bywają niewybredne. Zamierzam kilka z nich nagrać we własnej interpretacji, ale na razie – o tym sza!

Jurek: - człowiek, który jest w posiadaniu największej ilości moich wizytówek, przyznaje się do rodowodu z mojego miasta, chociaż… Kocham takich ludzi, jak Jurek za ich sposób bycia, życia i umiejętności interpersonalnych.

Marek: - chodząca charyzma, głos nieprzeciętny i jazzowy filling (co pewnie nie wszyscy zauważają), pasja tworzenia, i niesamowity performer, lekkość pióra, języka… Brak mi słów. Podziwiam takie osobowości.

Rysiek: - chodząca kopalnia humoru, i to humoru w dobrym stylu. Niewielki w swoich kształtach (sorry), ale osobowością przewyższający wielu. Z jednej strony nostalgia i tęsknota, z drugiej wulkan fantastycznej rozrywki – poza sceną również.

Andrzej: - to odrębny rozdział (w końcu prawie rodzina); nie nazwę go ani następcą, ani kontynuatorem dzieła Janusza. To odrębna kategoria, inna księga. Dla mnie wybitny melodysta, w jakimś stopniu porównywalny z Mozartem. Obaj tworzyli genialne, chociaż proste melodie. Z tą różnicą, że Mozart nie śpiewał. A prywatnie trudno o lepszego kumpla.

Janusz „Yasieq” Olszówka – Ryczące 20


Czterej przystojni faceci - inteligentni, obdarzeni wdziękiem i poczuciem humoru, muzykalni, umieją grać i wiedzą o czym śpiewają. Na dodatek o coś im chodzi. Możliwe, że komuś jest to wszystko obojętne. Mnie nie. Ja ich kocham i wiem, co robię.

Monika Szwaja

RECEPTA NA SUKCES

Weźmij czwórkę fachowców odrębnych zawodów,

Co morską pieśń kochają z przeróżnych powodów.

Dodaj tonę talentu, zapału sześć deka

A z każdego z nich zrobisz innego człowieka.

Dosyp sporo humoru i wytrzymałości

Bo życie estradowe jest dla twardych gości !

By uzyskać w efekcie końcowe wyniki

Dodaj przeszło dwadzieścia lat ciężkiej praktyki,

Kupę ludzkiej sympatii – i produkt skończony!

I popatrz, co ci wyszło :

- ano „Stare Dzwony” !!!

Andrzej Mendygrał


STARE DZWONY zawsze były stare. Nazwa zobowiązuje. Jednakowoż proces ich starzenia się - to zjawisko wyjątkowe. Znalazłyby się analogie do wina, czy
też może nawet kobiety, ale ich śpiew jest wystarczającym tego przykładem. Każdy z osobna i wszyscy razem prezentują "pełen luz i profesjonalizm w jednym", co potwierdza tezę, że jak się potrafi dobrze robić swoje, to nie jest to takie trudne. Tylko, że to trwa i z upływem lat się nie zmienia. Podejrzane. Przyczynili się w bardzo dużym stopniu do powstania w Polsce gatunku, zwanego od pewnego czasu "szantą" i mają pełne prawa, żeby się tytułować jako klasycy tego gatunku. Bronią się jednak przed tym dzielnie i na własnym
przykładzie pokazują przemiany jakie zaszły w ciągu ostatnich prawie 30 lat na tzw. polskiej scenie szantowej. Nie każdy Stary Szantymen może sobie na to pozwolić. Trzeba być jeszcze Dzwonem.
Starzejcie się chłopaki dalej. Robicie to bardzo wdzięcznie. Nie zapominajcie tyko, że od czasu do czasu warto nagrać płytę….

Jurek Rogacki (dla przyjaciół "Rogaty")

Kochane Stare Dzwony! Gratuluję jeszcze jednego nagrania! To Wasza twórczość, Wasze pomysły, pomoc i poparcie stworzyły krakowskie “Shanties”. To dzięki Wam odkrył Szantową Polskę Stan Hugill i cały świat. To dzięki Wam szanty i ballady morskie stały się tak popularne za Wielką Wodą, to dzięki Wam…………….

Dziękuję za to, że byliście, jesteście i będziecie tak ważną częścią mojego życia! Pozdrawiam z hamaka na bajkowej plaży White Bay na wyspie Jost Van Dyke i sącząc leniwie oryginalny painkiller wznoszę toast za Wasze zdrowie!


Jacek Reschke, dyrektor pierwszych festiwali "Shanties", organizator i dyrektor festiwali "Shanties-Chicago"



Ponad ćwierć wieku to w skali życia człowieka jednak cholernie dużo. Nawet zgodne małżeństwa nie wytrzymują często takiej próby czasu a „IM” się udało. Z pewnością zawdzięczać to trzeba konsekwencji by kobiety nie śpiewały w zespole, choć wiele kobiet miało i ma wpływ na poszczególne dzwonki. W wewnętrznej szczęśliwości należy także upatrywać tak długie pożycie, bo „dzwony” bawią się tym co robią, wciąż pełni ułańskiej fantazji, zawsze zaskakujący, mistrzowie improwizacji, zwierzęta sceniczne.

Wytyczali drogi, rysowali drogowskazy, pisali , tłumaczyli, pomagali młodym na szlakach morskiego i żeglarskiego muzykowania, teraz ponoszą tego wszelkie konsekwencje.

Dla mnie „Stare Dzwony” to grupa przyjaciół z tego samego podwórka, których przyjaźnią szczycę się od ponad dwudziestu lat.

I niech tak zostanie.

Sławomir Klupś, Atlantyda


Marek-sternik morski, kaphornowiec; Jerzy-rybak dalekomorski, właściciel jachtu; Rysiu - bosman z "Zawiszy Czarnego" i Jędruś-też "zawiszak".

Tym bardziej wiedzą o czym śpiewają. Moim "braciom w morzu" - z sympatią i szacunkiem

Mira Urbaniak


To Arystokracja Szanty! Cenię tych panów za to, że prócz wielu legendarnych już pieśni zawdzięczamy im edukację żeglarską kilku pokoleń miłośników tej muzyki.

Zawsze byli i zawsze będą wielcy. Z głębokim pokłonem.

Jan Wydra (EKT-Gdynia)



LUDWISARZE


Przywołani

Z rejowych apokryfów, radości kliprów

Ze skargi osaczonych waleni

Z bitewnego zgiełku; armat i dział

Przetopionych

W podmorskim wulkanie – tyglu wszechoceanu

Rodzącym

Partytury dzwonów

Z wysoka nadających ton

Morskim diamentom.

(„Starym Dzwonom”- ludwisarzom, do płytowego sztambucha Zbyszek Kosiorowski – Przewodniczący Komisji Kultury i Etyki PZŻ)


Trudno napisać na temat Dzwonów kilka mądrych, wspólnych zdań, w imieniu takiej zbieraniny, jak Gdańska Formacja Szantowa. Dla Waldka to przecież muzyczni rówieśnicy, dla Jacka i dla mnie- pierwszy kontakt z piosenką żeglarską: czarna płyta z szantami, nagrania na „Kasprzaku”, pierwsze koncerty w auli Szkoły Morskiej w Gdyni; dla wszystkich nas- szantowy punkt odniesienia i wzór dobrego muzycznego smaku. Ale o takich rzeczach przypomina sobie człowiek od wielkiego- nomen omen- dzwonu. Na co dzień Stare Dzwony to dla nas wielka radość wspólnego z nimi muzykowania, biesiadowania i- daj Bóg jak najczęściej- wspólnego żeglowania.

Krzysztof Jurkiewicz ; Gdańska Formacja Szantowa


Stare Dzwony” nauczyły mnie patrzeć na szanty, słuchać głosu morza, zmotywowały do odkrywania nieznanych lądów i w pewien sposób ukierunkowały moją drogę. Często wracam do starych nagrań z magnetofonu szpulowego z festiwali. Było inaczej, czas wprowadza wiele zmian. Ludzie odchodzą i przychodzą nowi, ale jedno pozostaje niezmienne, gdy śpiewają „Stare Dzwony” wszyscy przenosimy się w inną przestrzeń, stajemy się spokojniejsi i bardziej życzliwi. Stajemy się lepsi.

To świat malowany ich głosami.


Irek Herisz –Yoku ; zespół BRASY


To chyba najlepsza wiadomość tego roku (2008). Stare Dzwony nagrały płytę live.
Tak czarować publiczność podczas koncertów jak oni nie potrafi nikt. Ich siła tkwi w indywidualnościach, w specyficznym podejściu do morskich klimatów Marka, Jurka, Ryśka i Andrzeja. Razem tworzą wyjątkową załogę. Nareszcie będzie można zabrać niepowtarzalny klimat ich koncertów do domu.

Kamil Piotrkowski ; Sąsiedzi


Stare Dzwony - legenda. Gdyby nie ich śpiewanie, nie byłoby pewnie wielu z istniejących obecnie grup. Chyba też nie byłoby nas "młodych dzwonków", czyli Klangu. Tym bardziej cieszymy się z tego albumu i gratulujemy dwudziestki piątki. Może więc wypada tylko zapytać:

Szantymenie stary, stary jak ten świat.

Ile ci zostało jeszcze w głowie szant ?

Twoja młodość durna minęła jak wiatr

z moją się nie spotka... Niech to trafi szlag !

Klang

Wiem już na pewno, że najgorsze co może stać się artyście, to...zostać legendą! Dlatego tak się cieszę, że "Stare Dzwony" nie umieją się dostojnie zlegendzić, tylko wciąż twórczo... dorośleją! A ponieważ uwielbiam poogrzewać swe stare kości przy ogniu ich sztuki, życzę im by kreatywna dorosłość nie zmieniła się nigdy w... starcze stetryczenie!

Ze szczerą zazdrością Mirek "Koval" Kowalewski


Kiedy, jako dziecko, zaczynałem Was słuchać nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś będę pisał Wam tekst na okładkę...
Mistrzowie są po to by ich naśladować. Mistrzowie wytyczają szlaki, które potem można i trzeba zwiedzać. Rozszerzają horyzonty, pokazują naszym oczom (i uszom) nowe lądy - zupełnie dotąd nieznane.
Stare Dzwony usłyszałem po raz pierwszy na kasetach zarejestrowanych podczas festiwalu "Shanties 84". Miałem wtedy 13 lat a kasetę ukradkiem nagrywał mój ojciec na starodawnym, kasetowym magnetofonie marki "Grundig". Pamiętam z tego czasu szantę "Hundred Years Ago", z której "Dzwony" zrobiły hymn tamtej edycji festiwalu.
Pamiętam też ich solowe popisy, uhonorowane nagrodami w Konkursie Piosenki Autorskiej. To "Dzwonom" zawdzięczam swoje pierwsze spotkanie z szantami.
Zawsze pozostali dla mnie Mistrzami. Ich muzyka jest inspiracją, ich styl - wzorcem do naśladowania. A takich jak ja, na polskiej scenie szantowej są dziesiątki...
Twórzcie dla nas sto lat Przyjaciele!


Michał Gramatyka I “Perły I Łotry”


Stare Dzwony - trudno jest w krótkich słowach coś o nich napisać skoro można by i grubą księgę. Nie podołam takiemu zadaniu.
Właściwie, każdy z nich to oddzielna księga:, każdy z nich ugryzł "temat" z innej strony i w swój fascynujący sposób. Razem stanowią coś niedoścignionego, pomimo upływającego czasu, a może zwłaszcza dlatego. Są jak wino... Prawdziwi zawodowcy.
Od 1983 roku, kiedy ich poznałem, nieustająco KOCHAM i dziękuję im za naukę, piosenki, przyjaźń..., a losowi za to że dzięki nim, w dużej części jestem tym, kim jestem.
Ubierać uczucia w słowa potrafią tylko najwięksi.

Oni potrafią.

Henryk Czekała „Szkot” – Mechanicy Szanty

Miałyśmy z Dezetą przyjemność być na koncercie, z którego materiał został zarejestrowany na tej płycie. Patrząc na nią - a raczej słuchając jej - z pozycji kogoś, kto do dziś nosi w sercu wspaniałe wspomnienia z koncertu, mam wrażenie, że na płycie brak tych emocji, które na koncercie udzielają się znacznie silniej. Oprócz słuchania muzyki trzeba zobaczyć te sceniczne ruchy, miny, wywalone białka oczu Koryckiego, żarty z kazoo i mnóstwo innych rzeczy, które składają się na występ na żywo i nadają jego atmosferze szczególny koloryt.
Ale abstrahując od koncertu, płyta istotnie jest świetna! Tak bogaty przekrój przeróżnego typu piosenki żeglarskiej, wspaniałe wykonania czterech indywidualności, które, jednocześnie zachowując każda swój charakter, jednocześnie współgrają ze sobą i tworzą doskonałą harmonię głosów oraz żeglarskich serc i dusz.
Raz balladowy nastrój, wyciszenie - wręcz zaduma, a za chwilę dynamika i żywioł, który sprawia, że chce się szaleć jak łajba rozbujana morskim wiatrem i falą - by za chwilę wizja morza strzelającego zimną pianą w twarze załogi w rytm "Oh, wak'er!" przerodziła się w gwar tawerny spowitej dymem i przesyconej zapachem potu spracowanych marynarskich ciał, a tam - już nie ma morza i jego niebezpiecznej siły. Są za to śmiechy i gawędy o dalekich rejsach przy zawodzącym jęku skrzypiec. Dzwonią kufle, barmanka z Vancouver rzuca powłóczyste spojrzenia znad kasy fiskalnej ... a my snujemy opowieści o kolegach, co popłynęli w rejs. Oczywiście ku Wyspom Szczęśliwym.

Fanka z Warszawy


Ludzie są nam potrzebni między innymi po to, byśmy od czasu do czasu mogli przejrzeć się w ich oczach. Cóż, wszystkimi powyższymi wypowiedziami jesteśmy i mile zaskoczeni i głęboko wzruszeni, w dodatku z poczuciem tej szczególnej i niekłamanej satysfakcji, że prawie 30 lat wspólnego śpiewania z Wami i dla Was nie były czasem straconym. Dobrze pozostawać w Waszej pamięci, chłopaki, dziewczyny. Dziękujemy!

Pokrzepione na duszy i z ciepłem koło serca - Stare Dzwony







W naszej galerii
ECCE HOMO 21
kursy
ECCE HOMO 21
szkolenia
ECCE HOMO 21
obozy
ECCE HOMO 21
imprezy
ECCE HOMO 21
marynistyka
ECCE HOMO 21
Akademia pod żaglami
ECCE HOMO 21
"Stare Dzwony"

O nas | Aktualności | Platforma dla czytelników | Kursy | Szkolenia | Obozy | Imprezy | Marynistyka | Akademia pod żeglami | "Stare Dzwony" | Inne | Galeria | Sklep | Kontakt