Wpisz interesującą Cię frazę:
Szukaj



Właśnie przypłynąłem

Relacje

1.htm
Dziesięć lat temu, po długiej i ciężkiej chorobie zmarł Janusz Sikorski. Koncert wspomnieniowy pt. Życie jak wielki sztorm odbył się w minioną sobotę (18 XI) w Domu Kultury Koźle w Kędzierzynie-Koźlu. Janusza wspominali na nim muzycy jego macierzystej grupy - Starych Dzwonów, której był założycielem i członkiem.
Ja niestety nie miałem okazji poznać go osobiście. Słyszałem tylko o nim przy okazji, z ust tych, którzy akurat zamierzali wykonać, którąś z jego piosenek. A napisał ich trochę... Kto z Was choć raz nie słyszał: Ballady o Morzu Sargassowym czy Ballady o Wszechżonie, Portów, Do Anioła Stróża czy Bluesa o Julce Piegowatej? On także był autorem tłumaczeń takich klasyków jak Kongo River, Maringo, O weź ją!, Mobile Bay...Miałem nadzieję, że ten koncert przybliży mi nieco bardziej postać Janusza, dlatego bez zastanowienia ruszyłem do... Kędzierzyna-Koźla.

Na małej kameralnej scence, którą dotąd znałem z Festiwalu Piosenki Turystycznej Wrzosowisko, pojawili się Marek Szurawski, Ryszard Muzaj, Jerzy Porębski i Andrzej Korycki. Lider Starych Dzwonów - Siurawa zapowiedział:

- chcemy Państwu przedstawić kilka piosenek Janusza, kilka o Januszu i kilka takich, które na pewno by mu się spodobały... i zaczęło się wspominanie od...
Gdy szedłem kiedyś rano...
Janusz był niestrudzonym poszukiwaczem i tłumaczem starych szant. Wiele z klasyków, które dziś wykonują młode zespoły to jego tłumaczenia, wiele z jego autorskich piosenek stało się żeglarskimi przebojami - opowiadał Marek Szurawski.
Pisał wszędzie. Jedna z jego piosenek powstała nad ranem, w nie ogrzewanym przedziale pociągu z Kielc do...
I popłynęły strofy Halaba Luby Ley...


201.htm Jeszcze nie przebrzmiały słowa tej pieśni a już Andrzej Korycki zapodał bluesowe rytmy, gdyż
- ulubionym gatunkiem muzycznym Janusza był właśnie blues - wyjaśnił Korycki i zaintonował: Czwarta rano, w głowie siano... a reszta zespołu dołączyła zaraz do niego. Nagle Poręba sięgnął po trąbkę, Siurawa po kości a Muzaj dorzucił swoje na drugiej gitarze.
Nie mogło zabraknąć w tym momencie też Bluesa o Julce Piegowatej. Ależ ci panowi202.htme czują bluesa! Przez moment Kędzierzyn stał się dla mnie Nowym Orleanem.



Janusz ukończył polonistykę, był artystą, tłumaczem, muzykiem i autorem tekstów ale przede wszystkim był żeglarzem z krwi i kości. Pamiętam jak pewnego dnia przypłynął do Świnoujścia na jachcie Bieszczady - którego też już nie ma. Wpadł do mnie wieczorem by skorzystać z łazienki i wziąć prysznic, bo o 7 rano wypływali dalej. Tak się jednak zapadliśmy w dyskusji - przy dobrym trunku rzecz jasna - że Janusz wyszedł o szóstej zapomniawszy o... prysznicu. Lubiłem z nim dyskutować, o wszystkim o Bogu, miłości, życiu i wielu innych sprawach - wspominał Jerzy Porębski.



225.htm
Popłynęły dalej klasyczne nuty: Kongo River, Essequibo River, Johnny comes down to Hilo, O weź ją! i Ebenezer...
- bo Janusz bardzo je lubił choć tą ostatnią raczej rzadko śpiewał - podsumował tą cześć koncertu Marek Szurawski.
Koncert był bardzo różnorodny, przyjaciele Janusza przywoływali różne nastroje, było trochę zadumy ale także i zabawy, dlatego, że Janusz Sikorski nade wszystko kochał życie a w życiu najważniejsza jest miłość - podobno mawiał.

By sprawić mu przyjemność w koncercie znalazły się też popisy solowe naszych instrumentalistów sceny szantowej. Andrzej Korycki na harmonijce ustnej wyciął bardzo dynamiczną wiązankę znanych folkowych tematów, wśród których znalazła się historia o tych co to... nie tańczą Polki. Po tym popisie Ryszard Muzaj odłożył gitarę by zaśpiewać Hello somebody, hello. Poręba wycinał sola na trąbce a Marek na przemian szalał z
21.htmkośćmi lub z concertiną. Zrobiło się bardzo radośnie. Panowie pokazali, że nie tylko w grupie są wyjątkowi ale każdy z nich jest wielką indywidualnością.


Jerzy Porębski opowiadał: Janusz był marzycielem miał też sporo szalonych pomysłów. Pewnego dnia zadzwonił do mnie z informacją, że jest do wzięcia szalupa. Bierzemy ją, remontujemy, pakujemy na statek i przewozimy do Ameryki Południowej - mówił podnieconym głosem. Tam ładujemy na nią dwie skrzynki łiskacza, przykrywamy się brezentem, odpychamy nogą od brzegu i spływamy Amazonką. Jurek będziemy mogli wreszcie spokojnie podyskutować a gdy nam się skończy alkohol to zawsze można zawinąć do jakiejś indiańskiej wioski gdzie popróbujemy lokalnych specjałów - podsumował Sikor.

O tym chyba opowiada... Keja, zażartował Andrzej Korycki, którą na zakończenie pierwszej części koncertu, jak zawsze u Starych Dzwonów, odśpiewała sama publiczność.

113.htm
117.htm

Po przerwie zaczęło się znów bardzo klasycznie Mobile Bay, Bijatyka to te najbardziej znane Januszowe tłumaczenia. Huknęła cała sala gdy Marek Szurawski zaintonował:
- Toooo dwuuuudziesty czwaaarty był lutego..., a po niej Korycki zaśpiewał Nostalgię. Ależ oni potrafią żonglować nastrojem.

11g.htm
Marek Szurawski przytoczył kolejną anegdotę związaną z Januszem...
Choć czasami można było usłyszeć z ust Sikora słynne powiedzonko - nie ważne co, ważne, że sponiewiera - Janusz był koneserem dobrego trunku. Kiedyś w jakimś hotelu kelner podszedł do nas z pytaniem czego się Państwo napiją, gin, whisky, koniak, wino... Janusz z rozmarzonym wzrokiem rzekł: ooo taaaaak!

Janusz był też dziennikarzem, jak zrozumiałem jako dziennikarz trafił m.in. do Wietnamu w czasie wojny. W swym życiu zawinął do wielu portów ale najważniejsze zawsze były te, w których mógł spotkać przyjaciół. Pora nie miała znaczenia, zawsze był właściwy czas na odwiedziny i rozmowy przy butelce. Tak jak wtedy, gdy pewnego dnia zjawił się po północy przed drzwiami Ryśka Muzaja i zaskoczonemu i zaspanemu gospodarzowi najpierw pomachał przed oczami butelką whisky (już napoczętej) a potem oznajmił:


- Właśnie przypłynąłem!


Porty wszędzie takie same,

bo w każdym bracie, znajdziesz ten sam barj01.htm
Drzwi otwierasz w progu stajesz
i jakbyś już go znał


To pierwsze wersy kolejnej, autorskiej piosenki Janusza, którą usłyszeliśmy tego wieczoru. Chwilę później już razem z Dzwonami śpiewaliśmy chińską szantę o Wing Czang Lu - czy jakoś tak. Jeszcze publiczność męczyła się z chińszczyzną gdy Andrzej Korycki zaprosił nas do kubryku słynnego Zawiasa (Zawisza Czarny) byśmy posłuchali... Kołysania.


Działo się jeszcze sporo, usłyszeliśmy wiele szant i pieśni morza (Lowlands, Do Lowlands Low, Balladę o Morzu Sargassowym, Do Anioła


Stróża) w mistrzowskim wykonaniu Dzwonów. Długo jeszcze po oficjalnym zakończeniu koncertu w sali domu kultury słychać było dźwięk Starych Dzwonów, ja niestety musiałem się odmeldować.


I choć nie udało mi się poznać Janusza do końca, bo nie było to możliwe w trakcie jednego koncertu to dziękuję Dzwonom za tą lekcję a organizatorom za możliwość w niej uczestniczenia. Mam nadzieję, iż Janusza wspomnimy jeszcze nie raz, bo chyba fajny chłop z niego był, a... życie czasami jest jak wielki sztorm.


Tekst i zdjęcia:

Kamil Piotrowski





W naszej galerii
ECCE HOMO 21
kursy
ECCE HOMO 21
szkolenia
ECCE HOMO 21
obozy
ECCE HOMO 21
imprezy
ECCE HOMO 21
marynistyka
ECCE HOMO 21
Akademia pod żaglami
ECCE HOMO 21
"Stare Dzwony"

O nas | Aktualności | Platforma dla czytelników | Kursy | Szkolenia | Obozy | Imprezy | Marynistyka | Akademia pod żeglami | "Stare Dzwony" | Inne | Galeria | Sklep | Kontakt