Wpisz interesującą Cię frazę:
Szukaj



ARTYKUŁ "WYŚPIEWANA NAGRODA MOCNE SERCE STARYCH DZWONÓW"

Artykuł Grażyny Murawskiej, jaki ukazał się w „Głosie Wybrzeża” 12. 03. 03 z okazji honorowej nagrody „Rejs Roku” przyznanej zespołowi „Stare Dzwony”

WYŚPIEWANA NAGRODA

MOCNE SERCE STARYCH DZWONÓW

Po raz pierwszy w długiej historii nagród Rejsu Roku, specjalny laur „Głosu Wybrzeża” przypadł obchodzącemu właśnie dwudziestolecie, kultowemu dziś

zespołowi szantowemu STARE DZWONY. To się nazywa wyśpiewać nagrodę!

Odbiorą ją dzisiaj w Gdańsku wielce zasłużeni dla popularyzacji żeglarstwa – ze szczególnym uwzględnieniem historii, tradycji i obyczaju zejmańskiego – śpiewający jachtsmani: Andrzej Korycki (Żyrardów), Ryszard Muzaj (Pinczyn/Starogardu Gdańskiego), Jerzy Porębski (Świnoujście) i Marek Szurawski (Lublin).

Podążając śladem czterech bardów, właściwie równie dobrze jak miejsca ich stałego zamieszkania, mogłabym przywołać egzotyczne i odległe punkty na wybrzeżach i akwenach oceanów, a szczególnie Wielkiego Rowu Atlantyckiego. Bowiem podróżują oni (nie tylko żeglując) często i daleko. Poznali ich i słuchają miłośnicy szant w całej Europie, USA, Kanadzie, nawet na Antarktydzie, bo i tam do stacji polarnych, zawędrowali niektórzy z śpiewającej piątki, a na pewno nagrane przez nich kasety i płyty. Najbardziej uszantowione porty świata, w których współcześnie odrodził się i kwitnie ten rodzaj muzyki – a raczej kultury żeglarskiej - Amsterdam, Liverpool, Karlskrona, Chicago, Toronto, Nowy Jork, San Francisco – obecne są na koncertowej trasie zespołu prawie tak często, jak Kraków, Gdańsk, Mikołajki, Giżycko czy Warszawa - wokół których od lat ogniskuje się zainteresowanie setek tysięcy, jeśli nie miliona!, polskich fanów morskiej pieśni. To druga w naszym kraju, po wyznawcach rocka, armia nie tylko potencjalnych słuchaczy, ale też wykonawców (śpiewać każdy może... chcieć, a na jachtach bardzo chcą wszyscy!).

 Zespół Stare Dzwony –  nikt już nie pamięta skąd wzięła się ta nazwa?! – powstał w 1982 roku. Utworzyło go czterech, jakże wówczas młodych, ambitnych żeglarzy – śpiewających, piszących zarówno teksty jak i melodie, grających na wielu instrumentach (w tym tak dziwnych jak flażolet, drumla czy koncertina) a nawet tańczących (np. taniec angielskich żeglarzy matelot - sięgający wiejskiego folkloru z XVI wieku). Ta czwórka, to:

Marek Szurawski - ówcześnie Siurawski zwany Siurawą - dziennikarz radiowy i telewizyjny, pisarz, tłumacz klasycznych szant i autor piosenek morskich, popularyzator kultury morskiej (twórca fundacji o tejże nazwie), uznawany powszechnie – choć czasem się tego wypiera - za lidera zespołu. Z biegiem lat setki młodych Polaków zaraziły się morskim bakcylem w prowadzonych przez niego – m.in. w Trójmieście - warsztatach marynistycznych. Jeszcze liczniejszych, piękna morska choroba dotknęła wskutek lektury jego książek, ukazujących świat wielkich żagli -„Szanty i szantymeni”, „Razem, bracia, do lin” czy „Stan Hugill - Ostatni Szantymen”.

Jerzy Porębski – Poręba, Poręba z Wyspy – biolog i oceanograf, zawodowo związany z morzem, z tej racji przebywający zwykle na pokładach oblodzonych trawlerów, gdzieś, na łowiskach pod biegunami. Niezrównany autor i wykonawca popularnych ballad morskich, z których takie, jak „Ciałko” czy „Cztery piwka”, śpiewa cały (nie tylko morski) naród.

Mirosław Peszkowski – Pestka – zawodowy oficer marynarki, także autor i wykonawca wielu szant, który po kilku latach współpracy odszedł z zespołu. Jego miejsce zajął  wtedy Janusz Sikorski – Sikora – przedwcześnie zmarły przed kilkoma laty, wszechstronny twórca marynistyczny - poeta, kompozytor, tłumacz. W ubiegłym roku warszawskie wydawnictwo „Z Dziada Pradziada” wznowiło – na CD i kasecie – bazujące na jego świetnych nagraniach bluesowych  - „Kołysania”.

Ryszard Muzaj – Mały – wzrostem, ale duchem wielki, urokliwy (nie tylko z racji wąsów) balladzista o własnym oryginalnym stylu, znakomity aranżer, który wnosi najwięcej elementów humoru do programu zespołu. Bosman z „Zawiszy Czarnego”. Autor niezapomnianego „Gdyńskiego portu” i standarowej ballady „Więcej żagli” do słów Mariusza Zaruskiego.

Kilka lat temu, do Starych Dzwonów doszlusował Andrzej Korycki –kompozytor, profesjonalny wykonawca szant, który – inaczej niż pozostali – doszedł do żeglarstwa, przez muzykę i krakowskie festiwale Shanties, gdzie dwadzieścia lat temu zadebiutował, jako szesnastolatek żeglarskim rock and rollem. Na co dzień prowadzi działalność pedagogiczną w MDK w Żyrardowie.

Szantymen, oh, szantymen, w jakiej dziś koi śpi szantymen? Na psy zejdzie całkiem ten świat, kiedy już nie zaśpiewa nikt jak szantymen. Fragment szanty z repertuaru „Starych Dzwonów

W swym pierwotnym składzie, zespół Stare Dzwony dał się poznać z udanych występów (i działalności organizacyjnej), już na raczkującym w latach osiemdziesiątych, a dziś wiodącym w ruchu szantowym, krakowskim festiwalu Shanties, dwukrotnie zdobywając Grand Prix (w 1983 i w 1993 roku). Udało mu się także – a była to  sensacja muzyczna oraz nie lada osiągnięcie organizacyjno-rynkowe ! - nagrać pierwszą w polskiej dyskografii, płytę długogrającą z szantami, zatytułowaną – „Więcej żagli!”. Ów longplay - jak wówczas nazywano długogrające płyty analogowe – okazał się rychło wielkim rarytasem, który błyskawicznie znikł z rynku.

Dziś zespół (w różnych konfiguracjach osobowych), a także jego poszczególni członkowie, mają na swoim koncie niezliczone kasety, płyty, zapisy z występów - na pokładach żaglowców, w radiu, telewizji, salach koncertowych i przeróżnych dziwnych miejscach, w kraju i zagranicą. Występują w gronie najlepszych i najbardziej uznanych, żeglarskiego świata. Odnoszą nie tylko sukcesy artystyczne ale też towarzyskie. W połowie lat osiemdziesiątych, za ich sprawą przybył do Polski, stając się powszechnie znaną postacią – sędziwy już wtedy, wielki Stan Hugill. Ostatni na świecie zawodowy szantymen i znawca wielkich żagli, przyjaciel wszystkich ludzi morza – ich guru i papież. Jego pojawienie się na krakowskich Shanties, a później także w Gdyni m.in. na „Darze Pomorza”, było historycznym wydarzeniem.

Dzięki kontaktom „Starych Dzwonów”, od lat goszczą i występują w Polsce śpiewający żeglarze z wielu krajów – szczególnie z Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii, gdzie współcześnie zarówno klasyczne szanty jak i nowe, morskie piosenki, zdobyły popularność wcześniej niż u nas. Jednak, co wszyscy stwierdzają, nie aż tak powszechną i żywiołową!

Na koniec trzeba wspomnieć o jednym z ostatnich sukcesów zespołu, jakim był jubileuszowy koncert zorganizowany w grudniu ub. roku, przez program pierwszy Polskiego Radia, w wypełnionej po brzegi sali im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie, z którego transmisji na żywo wysłuchało ponad siedem milionów słuchaczy.

Ile osób uczestniczyło – w szantowiskach się właśnie uczestniczy, i to całym gardłem! – w występach Starych Dzwonów na festiwalach, zlotach żaglowców, w koncertach pokładowych czy portowych – nie wie nikt. Zliczyć się też nie da ile amatorskich kompaktów i taśm w ich wykonaniu, nakręca nasze samopoczucie każdego ranka, po obu stronach Atlantyku, i jeszcze dalej...    

Grażyna MURAWSKA

SZANTY – morskie pieśni robocze, wykonywane na dawnych żaglowcach, w celu utrzymania rytmu i tempa pracy zespołowej, ułatwienia wspólnego wysiłku i podniesienia ducha na pokładzie. Dobra szanta jest jak łyk grogu dla załogi, a przy linie warta jest dziesięciu ludzi – mawiali marynarze angielscy. Np. przy obsłudze pomp zęzowych (szanty pompowe), wybieraniu kotwicy (szanty kabestanowe), obsłudze żagli (szanty fałowe), wyciąganiu sieci rybackich czy sztauowaniu ładunku.

Rodowód szant sięga prawdopodobnie paleolitu (tzw. śpiewny pokrzyk czyli powtarzające się sylaby bez znaczeniowe). W późniejszych okresach powstały jeszcze inne gatunki, śpiewane także w czasie wolnym od pracy.

Znaczenie szant zanikło wraz z ostatnimi żaglowcami (lata trzydzieste XX wieku). Obecnie traktujemy je jako jeden z tradycyjnych składników kultury morskiej, stanowiący inspirację dla twórców współczesnej piosenki i ballady, często – niesłusznie, ale ze szczerego sentymentu – nadal określanych mianem szant.

 SZANTYMEN – zapiewajło, przodownik chóru. Na dawnych żaglowcach zawodowa funkcja pełniona przeważnie przez doświadczonego marynarza o mocnym głosie. Wykonywał on zwrotki pieśni, podając rytm, podejmowany w refrenie przez chór pracujących marynarzy. Taką funkcję pełnił na żaglowcach chodzących wokół Hornu – jako ostatni na świecie, przyjaciel zespołu Stare Dzwony – Stan Hugill, zanim Pan nie powołał go do Fiddler’s Green - nieba szantymenów.

Gdyby ktoś zapytał mnie, co wydarzyło się ważnego w moim życiu, kiedy miałem 18 lat, odpowiedziałbym bez chwili namysłu, że poznałem osobiście zespół STARE DZWONY.

I może to brzmieć dziwnie ale właśnie to spotkanie, a było to już 27 lat temu, zmieniło a może ukierunkowało moje życie.

         Wtedy to Marek Szurawski znany również jako Ojciec Protoplasta Ruchu Szantowego w Polsce, Jurek Porębski znany również jako Ojciec Protoplasta Polskiej Pieśni Rybackiej,

Janusz Sikorski znany również jako Ojciec Protoplasta Bluesa Morskiego i Rysiek Muzaj znany również jako Ojciec Protoplasta Ballad Żeglarskich wcielili się w rolę MOICH  nauczycieli kultury morskiej a i pewnie życia w ogóle.

         Trzeba Wam wiedzieć, że w panteonie Gwiazd Współczesnej Muzyki Żeglarskiej wtedy  byli i są bez wątpienia niedoścignieni a przez to WYJĄTKOWI. Spotkanie na swojej drodze Takich Nauczycieli to myślę wspaniały dar od losu. To przecież Oni sprawili, że w Polsce w krótkim czasie powstało kilkadziesiąt grup szantowych i folkowych co spowodowało w konsekwencji powstanie rynku folkowego w Polsce.
         Po latach kiedy odszedł na Wieczną Wachtę Janusz Sikorski w zespole zastąpił jego fizyczną nieobecność Andrzej Korycki i myślę, że pewnie sam Janusz gdzieś tam na Niebieskich Rejach ( jak mawia Andrzej ) cieszy się z tak znakomitego nowego Dzwońca.

         Grali i pewnie będą grać swoją muzę we wszystkich ważnych miejscach Błękitnej Planety ciesząc Żeglarską Załogę.

         I tak bezspornie mogę stwierdzić że doczekaliśmy się w Polsce legendarnej już i najbardziej utytułowanej, dzięki wszechstronności jej członków, kapeli Stare Dzwony.

Stare Dzwony dziś to również jedna z czołowych grup szantowych na świecie a dla mnie … to grupa wspaniałych przyjaciół bez których moje życie byłoby z pewnością inne.

Andrzej Grzela Ryczące Dwudziestki

Dla mnie Stare Dzwony to przede wszystkim indywidualności. Razem znam Was niewiele (poza sceną oczywiście), ale każdego z osobna miałem już okazję poznać w różnych sytuacjach.
Janusz: - jego znałem najmniej, bo odszedł, zanim zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Imponuje mi swoją muzyczną myślą i niezwykle inteligentnymi tekstami piosenek. Wiele z nich śpiewam ze swoimi uczniami, choć bywają niewybredne. Zamierzam kilka z nich nagrać we własnej interpretacji, ale na razie – o tym sza!

         Jurek: - człowiek, który jest w posiadaniu największej ilości moich wizytówek, przyznaje się do rodowodu z mojego miasta, chociaż…Ja kocham takich ludzi, jak Jurek za ich sposób bycia, życia i umiejętności interpersonalne.

         Marek: - chodząca charyzma, głos nieprzeciętny i jazzowy filling (co pewnie nie wszyscy zauważają), pasja tworzenia, i niesamowity performer, lekkość pióra, języka… Brak mi słów. Podziwiam takie osobowości.

         Rysiek: - chodząca kopalnia humoru, i to humoru w dobrym stylu. Niewielki w swoich kształtach (sorry), ale osobowością przewyższający wielu. Z jednej strony nostalgia i tęsknota, z drugiej wulkan fantastycznej rozrywki – poza sceną również.

         Andrzej: - to odrębny rozdział (w końcu prawie rodzina); nie nazwę go ani następcą, ani kontynuatorem dzieła Janusza. To odrębna kategoria, inna księga. Dla mnie wybitny melodysta, w jakimś stopniu porównywalny z Mozartem. Obaj tworzyli genialne, chociaż proste melodie. Z tą różnicą, że Mozart nie śpiewał. A prywatnie trudno o lepszego kumpla.

Janusz „Yasieq” Olszówka – Ryczące 20

Czterej przystojni faceci -  inteligentni, obdarzeni wdziękiem i poczuciem humoru, muzykalni, umieją grać i wiedzą o czym śpiewają. Na dodatek o coś im chodzi. Możliwe, że komuś jest to wszystko obojętne. Mnie nie. Ja ich kocham i wiem, co robię.

                          Monika Szwaja

RECEPTA NA SUKCES

Weźmij czwórkę fachowców odrębnych zawodów,

Co morską pieśń kochają z przeróżnych powodów.

Dodaj tonę talentu, zapału sześć deka

A z każdego z nich zrobisz innego człowieka.

Dosyp sporo humoru i wytrzymałości

Bo życie estradowe jest dla twardych gości !

By uzyskać w efekcie końcowe wyniki

Dodaj przeszło dwadzieścia lat ciężkiej praktyki,

Kupę ludzkiej sympatii – i produkt skończony!

I popatrz, co ci wyszło :

- ano „Stare Dzwony” !!!

Andrzej Mendygrał

STARE DZWONY zawsze były stare. Nazwa zobowiązuje. Jednakowoż proces ich
starzenia się - to zjawisko wyjątkowe. Znalazłyby się analogie do wina, czy
też może nawet kobiety, ale ich śpiew jest wystarczającym tego przykładem.
         Każdy z osobna i wszyscy razem prezentują "pełen luz i profesjonalizm w
jednym", co potwierdza tezę, że jak się potrafi dobrze robić swoje, to nie
jest to takie trudne. Tylko, że to trwa i z upływem lat się nie zmienia.
Podejrzane.
         Przyczynili się w bardzo dużym stopniu do powstania w Polsce gatunku,
zwanego od pewnego czasu "szantą" i mają pełne prawa, żeby się tytułować
jako klasycy tego gatunku. Bronią się jednak przed tym dzielnie i na własnym
przykładzie pokazują przemiany jakie zaszły w ciągu ostatnich prawie 30 lat
na tzw. polskiej scenie szantowej. Nie każdy Stary Szantymen może sobie na
to pozwolić. Trzeba być jeszcze Dzwonem.
         Starzejcie się chłopaki dalej. Robicie to bardzo wdzięcznie. Nie
zapominajcie tyko, że od czasu do czasu warto nagrać płytę….

Jurek Rogacki   (dla przyjaciół "Rogaty")

Kochane Stare Dzwony! Gratuluję jeszcze jednego nagrania! To  Wasza twórczość, Wasze pomysły, pomoc i poparcie stworzyły krakowskie “Shanties”. To dzięki Wam odkrył Szantową Polskę Stan Hugill i cały świat.  To dzięki Wam szanty i ballady morskie stały się tak popularne za Wielką Wodą, to dzięki Wam…………….

         Dziękuje za to, że byliście, jesteście i będziecie tak ważną częścią mojego życia!

Pozdrawiam z hamaka na bajkowej plaży White Bay na wyspie Jost Van Dyke i sącząc leniwie oryginalny painkiller wznoszę toast za Wasze zdrowie!

Jacek Reschke, dyrektor pierwszych festiwali  "Shanties", organizator  i dyrektor festiwali "Shanties-Chicago"

Ponad ćwierć wieku to w skali życia człowieka jednak cholernie dużo. Nawet zgodne małżeństwa nie wytrzymują często takiej próby czasu a „IM” się udało. Z pewnością zawdzięczać to trzeba konsekwencji by kobiety nie śpiewały w zespole, choć wiele kobiet miało i ma wpływ na poszczególne dzwonki. W wewnętrznej szczęśliwości należy także upatrywać tak długie pożycie, bo „dzwony” bawią się tym co robią, wciąż pełni ułańskiej fantazji, zawsze zaskakujący, mistrzowie improwizacji, zwierzęta sceniczne.

         Wytyczali drogi, rysowali drogowskazy, pisali , tłumaczyli, pomagali młodym na szlakach morskiego i żeglarskiego muzykowania, teraz ponoszą tego wszelkie konsekwencje.

         Dla mnie „Stare Dzwony” to grupa przyjaciół z tego samego podwórka, których przyjaźnią szczycę się od ponad dwudziestu lat.

         I niech tak zostanie.

Sławomir Klupś, Atlantyda

Marek-sternik morski, kaphornowiec; Jerzy-rybak dalekomorski,
właściciel jachtu; Rysiu - bosman z "Zawiszy Czarnego" i Jędruś-też
"zawiszak". Tym bardziej wiedzą o czym śpiewają.
         Moim "braciom w morzu" - z sympatią i szacunkiem

Mira Urbaniak

To Arystokracja Szanty! Cenię tych panów za to, że prócz wielu legendarnych już pieśni zawdzięczamy im edukację żeglarską kilku pokoleń miłośników tej muzyki. Zawsze byli i zawsze będą wielcy. Z głębokim pokłonem. Jan Wydra (EKT-Gdynia)

LUDWISARZE

Przywołani

Z rejowych apokryfów, radości kliprów

Ze skargi osaczonych waleni

Z bitewnego zgiełku; armat i dział

Przetopionych

W podmorskim wulkanie – tyglu wszechoceanu

Rodzącym

Partytury dzwonów

Z wysoka nadających ton

Morskim diamentom.

             („Starym Dzwonom”- ludwisarzom,  do płytowego sztambucha

             Zbyszek Kosiorowski – Przewodniczący Komisji Kultury i Etyki PZŻ)

Trudno napisać na temat Dzwonów kilka mądrych, wspólnych zdań, w imieniu takiej zbieraniny, jak Gdańska Formacja Szantowa. Dla Waldka to przecież muzyczni rówieśnicy, dla Jacka i dla mnie- pierwszy kontakt z piosenką żeglarską: czarna płyta z szantami, nagrania na „Kasprzaku”, pierwsze koncerty w auli Szkoły Morskiej w Gdyni; dla wszystkich nas- szantowy punkt odniesienia i wzór dobrego muzycznego smaku.

         Ale o takich rzeczach przypomina sobie człowiek od wielkiego- nomen omen- dzwonu. Na co dzień Stare Dzwony to dla nas wielka radość wspólnego z nimi muzykowania, biesiadowania i- daj Bóg jak najczęściej- wspólnego żeglowania.

Krzysztof Jurkiewicz,

Gdańska Formacja Szantowa

„Stare Dzwony”  nauczyły mnie patrzeć na szanty, słuchać głosu morza, zmotywowały do odkrywania nieznanych lądów i w pewien sposób ukierunkowały moją drogę. Często wracam do starych nagrań z magnetofonu szpulowego z festiwali.  Było inaczej, czas wprowadza wiele zmian. Ludzie odchodzą i przychodzą nowi, ale jedno pozostaje niezmienne, gdy śpiewają „Stare Dzwony” wszyscy przenosimy się w inną przestrzeń, stajemy się spokojniejsi i bardziej życzliwi. Stajemy się lepsi.

To świat malowany ich głosami.

Irek Herisz –Yoku

zespół BRASY

        To chyba najlepsza wiadomość tego roku. Stare Dzwony nagrały płytę live.
Tak czarować publiczność podczas koncertów jak oni nie potrafi nikt. Ich siła tkwi w indywidualnościach, w specyficznym podejściu do morskich klimatów Marka, Jurka, Ryśka i Andrzeja. Razem tworzą wyjątkową załogę. Nareszcie będzie można zabrać niepowtarzalny klimat ich koncertów do domu.

Kamil Piotrkowski. Sąsiedzi

Stare Dzwony - legenda. Gdyby nie ich śpiewanie, nie byłoby pewnie wielu z istniejących obecnie grup. Chyba też nie byłoby nas "młodych dzwonków", czyli Klangu. Tym bardziej cieszymy się z tego albumu i gratulujemy dwudziestki piątki. Może więc wypada tylko zapytać:

Szantymenie stary, stary jak ten świat.

Ile ci zostało jeszcze w głowie szant ?

Twoja młodość durna minęła jak wiatr

z moją się nie spotka... Niech to trafi szlag !

Klang

Wiem już na pewno, że najgorsze co może stać się artyście, to...zostać
legendą! Dlatego tak się cieszę, że "Stare Dzwony" nie umieją się
dostojnie zlegendzić, tylko wciąż twórczo... dorośleją! A ponieważ
uwielbiam poogrzewać swe stare kości przy ogniu ich sztuki, życzę im by
kreatywna dorosłość nie zmieniła się nigdy w... starcze stetryczenie!



Ze szczerą zazdrością Mirek "Koval" Kowalewski

Kiedy, jako dziecko, zaczynałem Was słuchać nigdy nie przypuszczałem, że kiedyś będę pisał
Wam tekst na okładkę...
Mistrzowie są po to by ich naśladować. Mistrzowie wytyczają szlaki,
które potem można i trzeba zwiedzać. Rozszerzają horyzonty, pokazują
naszym oczom (i uszom) nowe lądy - zupełnie dotąd nieznane.
         Stare Dzwony usłyszałem po raz pierwszy na kasetach
zarejestrowanych podczas festiwalu "Shanties 84". Miałem wtedy 13 lat
a kasetę ukradkiem nagrywał mój ojciec na starodawnym, kasetowym
magnetofonie marki "Grundig". Pamiętam z tego czasu szantę "Hundred
Years Ago", z której "Dzwony" zrobiły hymn tamtej edycji festiwalu.
Pamiętam też ich solowe popisy, uhonorowane nagrodami w Konkursie
Piosenki Autorskiej. To "Dzwonom" zawdzięczam swoje pierwsze spotkanie
z szantami.
         Zawsze pozostali dla mnie Mistrzami. Ich muzyka jest inspiracją, ich
styl - wzorcem do naśladowania. A takich jak ja, na polskiej scenie szantowej są dziesiątki...
         Twórzcie dla nas sto lat Przyjaciele!

Michał Gramatyka I “Perły I Łotry”

Stare Dzwony - trudno jest w krótkich słowach coś
         Ub
o nich napisać skoro można by i grubą księgę. Nie podołam takiemu zadaniu.
         Właściwie, każdy z nich to oddzielna księga:, każdy z nich ugryzł "temat" z innej strony i w swój fascynujący sposób. Razem stanowią coś niedoścignionego, pomimo upływającego czasu, a może zwłaszcza dlatego. Są jak wino... Prawdziwi zawodowcy.
         Od 1983 roku, kiedy ich poznałem, nieustająco KOCHAM i dziękuję im za naukę, piosenki, przyjaźń..., a losowi za to że dzięki nim, w dużej części jestem tym, kim jestem.Ub
ierać uczucia w słowa potrafią tylko najwięksi.

         Oni potrafią.

Henryk Czekała „Szkot” – Mechanicy Szanty

Prawie 20 lat temu, podczas rejsu na jachcie s/y Witeź II - kiedy po awarii silnika w totalnym sztilu wynoszącym prądzie i po wyczerpaniu zapasów wody przez UKFke wezwaliśmy pomoc… z nieba (i Kilu) spłynął wówczas Zawisza Czarny z „Siurawą” i Tonamami na pokładzie. Poznałem wówczas Marka – zupełnie nieświadom KOGO poznałem…

         Świadomie pierwszego „żywego Dzwona” spotkałem w 1993 roku podczas Katowickiej Tratwy, która odbywała się jedyny raz w nieistniejącej już Hali Huty Baildon – Ryszard Muzaj z dezaprobatą pokiwał głową po konkursowym występie mojego licealnego zespołu Jack Steward. Powiedział między innymi: Chłopcy … śpiewanie po angielsku zostawmy Anglikom – oni robią to lepiej.  Zespół się rozpadł na drugi dzień, a Muzaj w praktyce udowodnił, że nie warto się już kłócić, o sprawy których nie ma następnego dnia - bo miesiąc później powstało Banana Boat .          Jednak moja świadoma miłość do Starych Dzwonów zaczęła się kiedy 10 lat temu… naprawdę nie wiem skąd się wziął, bo nawet worka nie miał z sobą… na Szczecińskiej Szantrapie, przytulił mnie do siebie pewien facet i powiedział: pięknieście to zaśpiewali moja chudzinko, ale w tej Waszej muzyce będzie więcej radości i zabawy niż znoju i ciężkiej pracy przy kabestanie … albo jakoś tak… to był Jurek Porębski - Porębunia Kochana. Andrzeja Koryckiego poznałem najpóźniej, ale chyba najbliżej. Zawsze pełen świeżych pomysłów wirtuoz gitary, zawsze wyciągnięta dłoń i uśmiech dla każdego . Janusza Sikorskiego nie miałem nigdy szansy spotkać… Zaszczyt, szacunek, mistrzostwo, luz, wdzięk, legenda, opowieść, uśmiech, klasa no i to najważniejsze – PRZYJAŹŃ - to słowa,  które kojarzą mi się ze Starymi Dzwonami

Maciej „YenJCo” Jędrzejko

Ludzie są nam potrzebni między innymi po to, byśmy od czasu do czasu mogli przyjrzeć się w ich oczach. Cóż, wszystkimi powyższymi wypowiedziami jesteśmy i mile zaskoczeni i głęboko wzruszeni, w dodatku z poczuciem tej szczególnej i niekłamanej satysfakcji, że prawie 30 lat wspólnego śpiewania z Wami i dla Was nie były czasem straconym. Dobrze pozostawać w Waszej pamięci, chłopaki, dziewczyny. Dziękujemy!

        Pokrzepione na duszy i z ciepłem koło serca - Stare Dzwony





W naszej galerii
ECCE HOMO 21
kursy
ECCE HOMO 21
szkolenia
ECCE HOMO 21
obozy
ECCE HOMO 21
imprezy
ECCE HOMO 21
marynistyka
ECCE HOMO 21
Akademia pod żaglami
ECCE HOMO 21
"Stare Dzwony"

O nas | Aktualności | Platforma dla czytelników | Kursy | Szkolenia | Obozy | Imprezy | Marynistyka | Akademia pod żeglami | "Stare Dzwony" | Inne | Galeria | Sklep | Kontakt